Only logged in users are allowed to enter the chat
Home Platynożerca Burnout Paradise Remastered – Platynożerca
Burnout Paradise Remastered – Platynożerca

Burnout Paradise Remastered – Platynożerca

232
0

Witajcie w Paradise City! Mieście, gdzie im szybciej jedziesz tym lepiej, a dźwięk giętej blachy w akompaniamencie ryku silników, karmionych nitro, to powszedniość na każdej ulicy. To prawdziwy raj arcadowych, napędzanych adrenaliną, wyścigów. 

 

Burnout Paradise zadebiutował na konsolach PlayStation 3, Xbox 360 oraz komputerach osobistych w 2008 roku za sprawą studia Criterion Games. Nie miałem wówczas styczności z poprzednimi częściami cyklu z uwagi na to, że ograniczałem się wtedy wyłącznie do PCtowego grania. Interesowały mnie jednak wyścigi w stylu rozwałki… i jak ta gra mi się podobała! Czysty nieskrępowany fun, jakiego nie spotkałem dotąd w żadnej grze wyścigowej. Nadal mam na jednym regale pudełko tej zacnej gry w charakterze pamiątkowego trofeum.

 

Gdy wszedłem w posiadanie konsoli PlayStation 3, postanowiłem po raz kolejny powrócić do Paradise City i zdobyłem wydanie The Ultimate Box, które także miałem wcześniej na PC. Po raz kolejny bawiłem się cudownie. Kiedy więc usłyszałem o planowanym wydaniu Remastered na konsole PlayStation 4, nie mogłem przejść obojętnie. Ta gra ma to do siebie, że jeśli naprawdę nam się spodoba, to będziemy mogli grać w nią praktycznie co generacje i bawić się cały czas równie cudownie. To tak tytułem wstępu. Postaram się opisać moje wrażenia z remasterowanej wersji z uwzględnieniem całego aspektu trofeów, które możemy zdobyć.

 

Graficznie Burnout Paradise Remastered prezentuje się ładnie. Ma on swoje naprawdę sympatyczne miejscówki, które nadal potrafią zrobić wrażenie. To, co jednak najistotniejsze w samej grze – rozgrywka, jest dokładnie tak samo cudowne jak niegdyś. Podczas wyścigów czujemy tę prędkość i wiemy, że chwila nieuwagi może kosztować nas widokiem animacji dzwonu, gdy nasz samochód jak harmonijka będzie się zwijał na napotkanej przeszkodzie. Ulubione takedowny przeciwników nadal są fantastyczne. Nie spotkałem jeszcze innej gry, w której przepychanie się z przeciwnikami byłoby zrobione tak dobrze. Nie tylko jest to wymogiem niektórych konkurencji, ale też napełnia nam zbiornik nitro, co bardzo się przydaje.

 

Jazda motorami z dodatku jest naprawdę świetna. Zupełnie inny klimat niż rozwalanie się samochodami.

 

Co ciekawe, pojazdy w grze mają aż trzy różne rodzaje nitra. Wyścigowy, którego można użyć tylko mając pełny bak. Ten ma największego kopa. Jeśli będziemy palić gumę, po opróżnieniu butli możemy otrzymać kolejny cały bak i równie dobrze bez przerwy zasuwać na dopalaczu, o ile się nie rozwalimy. Agresywny nadaje się, jak sama nazwa mówi, do jazdy nieprzyjemnej dla rywali – szybko się napełnia, gdy gniemy blachę przeciwników. Z jego użyciem najłatwiej jest rozwalić konkurencję. Ostatni, czyli Akrobatyczny, najlepiej sprowadza się do wszelkiego rodzaju driftów oraz korzystania z ramp i wyskoczni. Same pojazdy też zdobywamy w charakterystyczny sposób. Po kilku wygranych wyścigach, dostaniemy informację, że jeden z przeciwników krąży po mieście. Musimy go uziemić, a następnie ze złomowiska, będziemy mogli podjąć i prowadzić zdobyte auto.

 

Paradise City zostało bardzo dobrze zaprojektowane. Posiada miejski region pełen szerokich i wąskich uliczek, kawałek autostrady oraz ładne górskie rejony. Co istotne warto jest zapamiętywać różne drogi i skróty, gdyż podczas konkurencji całe miasto jest otwarte i początkowo łatwo się jest z tego względu zgubić. O najszybszej drodze do mety informuje nas jedynie migająca tablica z nazwą mijanej ulicy. Oprócz typowych wyścigów mamy też wspomniane wcześniej walki na takedowny, uciekanie z punktu do punktu przed agresywnymi ciężkimi pojazdami oraz zawody akrobatyczne. W związku z tym, że wydanie Remastered zawiera wszystkie możliwe DLC, możemy także skorzystać z motorów. Jazda nimi jest naprawdę przyjemna, choć z konkurencji dostępne są wyłącznie próby czasowe, podzielone na dwie kategorie: dzienne i nocne.

 

Myślę, że chyba wystarczy już samego pisana o grze, a należy wspomnieć o tym, co dla nas łowców istotne, czyli trofeach. Burnout Paradise Remastered zawiera dokładnie taki sam zestaw pucharków, jak wydanie na konsolę PlayStation 3. W sumie jest to proste i względnie szybkie 95 trofeów. Większość wpadnie nam sama podczas gry. Twórcy też bardzo rozsądnie podeszli do sprawy i nie kazali nam robić różnych rzeczy po 100 razy, jak to niektórzy mają w zwyczaju. Generalnie trofea są przyznawanie po prostu za skorzystanie z wszelkich, zawartych w grze, mechanik np. wykonania ostrego parkowania, zniszczenia iluś bilbordów, czy pobicia rekordu czasowego na danej ulicy.

 


Polowanie na inne samochody, aby je zdobyć jest dużo zabawniejsze niż typowe ich kupowanie w podobnych grach.

 

Na początku skupiamy się na zdobyciu licencji Burnout, którą otrzymujemy za ukończenie określonej ilości konkurencji. Przy okazji zdobędziemy też sporo innych pucharków. Potem możemy zdobyć te pojedyncze z trybu single, które jeszcze nam zostały, zarówno z podstawki, jak i DLC. Ja osobiście zabrałem się za zrobienie 100% w prawie jazdy motocyklowym. Wymaga to ukończenia wszystkich dziennych i nocnych prób czasowych. Na szczęście gra pozwala nam w każdym momencie w opcjach zmienić porę dnia. Będziemy mieli też troszkę do roboty na Big Surf Island. Przede wszystkim zejdzie nam trochę czasu na odnalezieniu wszystkich bilbordów na wyspie. Pakiet Party możemy sobie zostawić albo na sam koniec, albo przed zaczęciem zabawy online. Jest to taki mały imprezowy tryb, polegający na podawaniu pada przyjaciołom. Ale można to zaliczyć spokojnie samemu. Potem zostanie nam wkroczyć do sieci.

 

Większość łowców pewnie słyszała o pucharku, wymagającym spotkania się 8 graczy na stadionie basketballowym. Wszelkie wymagania zebrania takiej ilości graczy to zwykle niełatwe zadanie. Sam osobiście nie miałem z tym problemu, grając niedługo po premierze. Wystarczyło dołączyć do jakiejś sesji, gdzie było 7/8 graczy i zwykle host organizował właśnie to wyzwanie. Jest jednak też opcja wykonania tego pucharku w trybie pojedynczego gracza. Byłem tym zaskoczony, ale słyszałem, że działa. Podczas zawodów rozwałki musimy rozwalić kilku przeciwników, a następnie wjechać na stadion i krążyć tam. Jeśli komputerowi przeciwnicy też się tam wpakują, możemy w ten sposób uzyskać to trofeum. Ogólnie zaś samo online w Burnout Paradise jest ciekawe. Zwykle nie mamy klasycznych wyścigów, a różne zadania, polegające często na współpracy kierowców – np. jeden z uczestników ma w danym miejscu przeskoczyć 6 innych graczy. To było bardzo świeże podejście do rozgrywki. Muszę powiedzieć, że dalej jest to zabawne i tak inne od typowego ganiania się na trasach.

 

Pamiętne spotkanie na stadionie Wildcats w 8 osób.

 

Większość pozostałych trofeów online jest dość prosta i wymaga ot np. gry konkretnym pojazdem. Największym problemem okazuje się chyba pucharek przyznawany za przejechanie 17 kilometrów na motorze w 8-osobowej rozgrywce online. Większość sesji online jest jednak skupiona na samochodach. Motorowych jest znacznie mniej i bywa trudno natrafić na pełną. Całe szczęście nie trzeba tego zrobić na raz, więc gdy po zrobieniu np. 10 km jakiś gracz wyjdzie z sesji, to zostaje nam już tylko 7 km do zrobienia. Nie ma na to sprytnego sposobu. Trzeba dołączać do sesji motorowych i liczyć, że zjawi się tam więcej graczy. Pucharki związane z dodatkami Gliniarze i Bandyci, aktualizacja Cagney oraz ukończenie 10 wyzwań Freeburn na Big Surf Island też mogą być kłopotliwe, jeśli nie mamy znajomego do pomocy. Niestety te tryby nie cieszą się popularnością i naprawdę trudno w ogóle w nie zagrać, nie mówiąc już o zdobyciu trofeów. Na szczęście potrzebny jest tu nam tylko jeden pomocny gracz, więc nie powinno być trudno takiego znaleźć wśród znajomych. Na ustawce jest to kwestia maksymalnie godzinki na wszystkie te dodatki.

 

Podsumowując Burnout Paradise Remastered to naprawdę świetna gra, która nadal się broni swym pomysłem na rozgrywkę, zarówno w trybie pojedynczego gracza, jak i online. Posiada przyjemny zestaw sporej ilości pucharków, którego żaden łowca nie musiałby się wstydzić. To naprawdę zacna gra i warto w niej zdobyć nie tylko platynkę, ale i okrągłe 100%. Jeśli graliście w Burnouta na PS3 i bardzo miło wspominacie, uważam że warto odświeżyć te wspomnienia również i na PS4. A jeśli nie graliście, to na co jeszcze czekacie? Zdecydowanie warto.

(232)

Dzwienkoswit Łowca Trofeów | Autor Poradników | Pisarz Amator | Kolekcjoner